Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
15 Zrób to sam - czyli jak zrobić granat dymny
Miało mnie na celowniku
58661
mafiozów,
ale tylko 15 oddało strzał...
Księga|15

Chcesz byś informowany o nowych notkach? => Wpisz się


Dodaj mnie
Prolog
1 Bezlitosny, wkurzony Wampir
2 Malutki zwiad Krystiana
3 Niegrzeczni chłopcy
4 Małe kłamstewko
5 Jednak dobrzy ludzie nie wyginęli
6 Wódka dla duszy, butelka dla ciała
7 Szeptem - tak najłatwiej powiedzieć
8 Zacznijmy żyć jeszcze raz
9 Pszczółka
10 Poranek w Nictorios
11 Zapowiedź wojny
12 Pan Szymon
13 Piwnica Daniela
14 Śmiech w ciemności
15 Zrób to sam - czyli jak zrobić granat dymny
16 Zabawa na samochodowym dachu
17 Volvo
18 Paramonov
19 Strzał który sprawił wiele bólu
20 Czekając na cud
21 To co dobre, szybko się kończy
22 Szukając pomocy
23 Debile z mojego bloku
24 Komplikacje
25 xat.com
26 Lotnisko "Ławica"
27 Kraksa
28 Co to jest pornos?
29 Człowiek pozwalający sobie na za dużo
30 Hard core'owe grafitty
31 No to plusk
32 Zabierając Akiko do domu
33 Zdjęcia
34 Stacja na obwodnicy
35 Droga krajowa E30
36 Bartulla
37 Ślad zaginął
38 Motorem do Świebodzina




Wróć
14:20:41 21/04/2009
Powrót

15 Zrób to sam - czyli jak zrobić granat dymny

Spokojny ogień palnika płonął pod patelnią. Daniel wsypał na nią równe 0,6 kg, wcześniej drobno zmielonego cukru. Potrząsnął lekko patelnią. Dosypał 0,4 kg takiego białego proszku… mówił na to saletra potasowa. Zaczął delikatnie mieszać całość. W czasie kiedy daniel bawił się w kucharza, mi trafiło się zadanie zrobienia korpusu granatu. Bawiłam się folią aluminiową, butelką, gazetami i klejem do tapet. Owinęłam butelkę folią aluminiową w taki sposób by można było łatwo ją wyciągnąć z „aluminiowego mundurku”. W osobnej miseczce miałam podarte gazety namoczone w kleju. Czyli masą papierową. Dokładnie obkleiłam folię masą i wstawiłam do takiego małego piecyka. Stał sobie sam pod ścianą koło drzwi. Klej po chwili wysechł, tworząc z masy papierowej nasz korpus. Bezmyślnie otworzyłam piecyk i złapałam butelkę
- Aaaaaaaaaaaaaa!!!! Gorące!
- Obok piecyka masz przecież rękawice żaroodporna. – Daniel spojrzał na mnie nie przestawiając mieszać, teraz już karmelopodobnej masy.
- Zapomniałam – uśmiechnęłam się przepraszająco, bo w jego głosie znów dało się wyczuć nutkę irytacji. Szybko wyciągnęłam przy użyciu rękawicy tą butelkę. Dzięki folii aluminiowej, korpus bez problemów się zsunął.
- Popatrz! Taki jest dobry?
- Tak, taki będzie idealny. Teraz mała poszukaj w tamtej szufladzie lontu.
- Czyli?
- To taki zielony, gruby sznurek co jak go podpalisz to się szybko pali.
Przeszperałam jego szufladę, ale zanim dokopałam się do lontu musiałam się przebić przez jego pisemka typu „playboy” i całą masę przedmiotów, które nie chce wiedzie do czego służą. Kiedy skończyłam, Daniel wkładał wielką drewnianą łyżką karmelową masę do papierowego korpusu. Ciągnęło się jak ser na Margaricie. Ale po kilku minutach walki z saletrą, cały materiał wybuchowy znalazła się wewnątrz. Wbiliśmy lont w środek. Procedura powtórzyła się jeszcze cztery razy. Tym sposobem po godzinie pracy mieliśmy pięć granatów.
- Daniel, jesteś pewien że to ten rozlany brom tak jedzie?
- Siostra… teraz to tu by się przydało okno, bo tą saletra i klejem zasmrodziliśmy pokój. Czasem żałuję, że to ślepe pomieszczenie. Ale na poziomie -2 ciężko było by o okno.
- Chwila… czyli to jakby pierwsze piętro tylko pod ziemią?
- Dokładnie. Patrick powiedział, że jeśli mi coś radioaktywnego pierdol….ekhm… wybuchnie… to dla bezpieczeństwa powinno wybuchnąć pod ziemią. Ale nie zgadza się na bomby powyżej dziesięciu kilo w domu.
- Chcesz powiedzieć, że umiesz zrobić takie wielkie bomby jak mają wojsku?
- No baa! Jeszcze lepsze! Tylko na takie co mają kilka ton to mi szkoda czasu i materiałów. – mówił do mnie nawet nie patrząc mi w oczy, ale nadal przygotowując ostatni, piąty granat.
- Jaki był twój największy wyrób?
- Nie pamiętam – powiedział cicho po dłuższym zastanowieniu. – Sprawdź sama…tam… na mojej tablicy jest mapa, o którą się wcześniej pytałaś. Pineskami są przybite karteczki. Odepnij tą czarną i sprawdź co jest napisane z tyłu. – poinstruował krótko, nie spuszczając oczu z saletry. Jak zahipnotyzowany. Sięgnęłam do tablicy. Mój przeklęty wzrost jednak mi na to nie pozwolił. Wlazłam z butami na stół i uważając by nie strącić żadnego z granatów, a w szczególności lampki. Ona była jedynym, mizernym źródłem światła dla całego czarnego pomieszczenia. Po kilku chwilach stałam niestabilnie na biurku i odpięłam czarną pineskę. Spadła mi na dół karteczka z korektorowym napisem „327”. Uklękłam na biurku zaśmieconym jakimiś papierami i ubrudzonym klejem do tapet. Spokojnie odwróciłam karteczkę.
- 105 kilogramów…. – bardziej to brzmiało jak pytanie niż czytanie
- Dokładnie tak. Jeszcze pamiętam, jak wjeżdżaliśmy z nią do garażu. Cały czas Akshay na mnie krzyczał „po jaką cholerę robiłeś coś tak ciężkiego? Trzeba było użyć HNIW (dop. autorki: HNIW to najsilniejszy zsyntezowany środek wybuchowy przez człowieka), a nie tego kurskiego oktolu!” Ha, ha, ha!!! Był wściekły, że musiał to ze mną taszczyć ponad pięćdziesiąt metrów! – Daniel śmiał się jak podczas naszego ataku głupawki. Nie zrozumiałam tego co do mnie powiedział. Rzucił dwie nazwy czegoś… dla mnie tylko czegoś…
- Co to oktol? – zapytała się kiedy opanował śmiech
- Takie coś, co cuda robi! Tylko takie naprawdę duże. Na miarę trzech zapadających się biurowców. – jakby posmutniał. Co to za huśtawka nastrojów? Przecież nie może być w ciąży. No… przynajmniej tak mi się wydaje, ale ja mam osiem lat i przecież jak to ktoś kiedyś powiedział „gówno rozumiem”. Ale zaraz przyszła mi do głowy myśl. Kiedy ktoś się śmieje, to może chcieć ukryć prawdziwe uczucia. „To, że ktoś jest wesoły, nie znaczy, że szczęśliwy.” Przemilczałam, to co pomyślałam. Daniel wrzucił w plecak nasze domowe dymówy i dość szybkim krokiem wyszliśmy na powietrze. A! moje oczy… pali! Jak tylko wyszłam na słonce, musiałam zamknąć oczy. po tak długim czasie w ciemnościach to był naprawdę szok. Jak przeskoczenie po roku chodzenia w glanach do szpilek na dziesięciocentymetrowym obcasie. Wolnym krokiem kierowaliśmy się… gdzieś. Ja tylko szłam za danielem pilnując by się nie zgubić. Mój wytatuowany braciszek nawet nie patrzył czy za nim nadążam. Jeden jego krok, to trzy moje… takim (dla mnie) sprintem dotarliśmy na… podziemny parking? Dokładnie tak. Danio skierował się do jednego z wielkich biurowców i bez najmniejszego zawahania wlazł sobie na podziemny parking. Dziesiątki samochodów. Najróżniejsze marki aut niczego niespodziewających się właścicieli stały sobie na powierzchni boiska piłkarskiego. Nie…. Nie takiego pierwszej ligi! Ale może takiego boiska na którym trenuje SKS. Mój dobrany braciszek wyjął z kieszeni telefon. TELEFON??? Przecież to ma dotykowy ekran i to jeszcze taki duuuuuuży. Mój tata też taki ma!.... poprawka… mój tata taki miał T.T…. w oku zakręciła się łezka, ale nie mam czasu ryczeć.
- Hej Robercik, masz dla mnie jakąś robótkę?...... A coś dokładniej?....... co do koloru też mam wybrać?.......... Jakiś jasny…… Dobra, a z Poznania czy nie?............... to ja już wszystko wiem, będę za pół godziny……. – zamienił na prędze kilka słów - No młoda… chyba mam dla ciebie pierwszą porządną robotę. – uśmiechnął się szeroko, a długa grzywka na chwile odsłoniła wytatuowane oko.

****
Mam prośbę! Taką malutką... nie róbcie tego w domu!!! Na podwórku, to spoko... ale błagam nie w domu! Nie w zamkniętych pomieszczeniach! A przynajmniej takich w których są ściany i sufit. Podczas mieszania tej cholernej saletry, może dojść do samozapłonu i wszystko pięknie się zapali. łącznie z wami. NA DWORZE ALBO WCALE! Ale podpalanie tego to genialna zabawa... wiem bo testowałam sama :P

I jeszcze taka inna... mniejsza prośba. moglibyście czasem napisać co myślicie o moim opowiadanku? proszę @.@
Niewidzialna
Skomentuj



Roni Black

19:54:37 22/04/2009
No no no.. Fajna notka. Podoba mi się w twoim blogu ta oryginalność. Nigdy bym nie wpadła na to żeby pisać z perspektywy dziecka. Heh. Czekam na dalsze rozdziały. Pozdrawiam
Nika
brak www