Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
26 Lotnisko "Ławica"
Miało mnie na celowniku
58661
mafiozów,
ale tylko 15 oddało strzał...
Księga|15

Chcesz byś informowany o nowych notkach? => Wpisz się


Dodaj mnie
Prolog
1 Bezlitosny, wkurzony Wampir
2 Malutki zwiad Krystiana
3 Niegrzeczni chłopcy
4 Małe kłamstewko
5 Jednak dobrzy ludzie nie wyginęli
6 Wódka dla duszy, butelka dla ciała
7 Szeptem - tak najłatwiej powiedzieć
8 Zacznijmy żyć jeszcze raz
9 Pszczółka
10 Poranek w Nictorios
11 Zapowiedź wojny
12 Pan Szymon
13 Piwnica Daniela
14 Śmiech w ciemności
15 Zrób to sam - czyli jak zrobić granat dymny
16 Zabawa na samochodowym dachu
17 Volvo
18 Paramonov
19 Strzał który sprawił wiele bólu
20 Czekając na cud
21 To co dobre, szybko się kończy
22 Szukając pomocy
23 Debile z mojego bloku
24 Komplikacje
25 xat.com
26 Lotnisko "Ławica"
27 Kraksa
28 Co to jest pornos?
29 Człowiek pozwalający sobie na za dużo
30 Hard core'owe grafitty
31 No to plusk
32 Zabierając Akiko do domu
33 Zdjęcia
34 Stacja na obwodnicy
35 Droga krajowa E30
36 Bartulla
37 Ślad zaginął
38 Motorem do Świebodzina




Wróć
17:13:41 17/06/2009
Powrót

26 Lotnisko "Ławica"

Aby mieć pełniejszy obraz o tym co się działo na lotnisku i jeszcze przed nim zachęcam do przeczytania tego ja to widziała Jukai Akiko. Nasza współpraca się rozwija ^^
***


Wtorek minął jak z bicza strzelił… Nic takiego się nie stało. Wtorkową noc przespałem spokojnie. Co chwila łaził za mną Krys, pytając czy na pewno nie pójdę z nim na mecz AWF’u. broniłem się jak tylko mogłem. W końcu nadeszła środa…
Ciszę pokoju rozdarł piskliwy, drący głos budzika. Podniosłem głowę z poduszki i sprawdziłem godzinę. Ku mojemu przerażeniu była szósta czterdzieści! Totalnie zapomniałem o gościu z lotniska! Zerwałem się z łóżka, na wariackich papierach zbiegłem na dół i wlatując do kuchni niemal zderzyłem się z Igorem.
- Do kont to się śpieszysz? – zszedł mi z drogi, sam omal nie polewając się kawą, którą pił.
- Na lotnisko! - szybko jak nigdy, nie zważając na ból kolana i fakt bycia w piżamie, wyciągnąłem z szafki, coś co wyglądało na wyrób batono-podobny – Zaraz tu będzie Tomek! A ja taki! No sam widzisz jaki! – Rosjanin uśmiechnął się pobłażliwie.
- Można ci jakoś pomóc? – zapytał… wyglądało to na szczere
- Tak! Idź do mojego pokoju, znajdź mi jakieś ciuchy! Ja muszę coś zjeść, uczesać się, doprowadzić do ładu!
- I może jeszcze zielony plecak ci standardowo spakować? – spytał ironicznie
- No ba, że tak! – udałem, że uznałem to pytanie za prawdziwe - I jeszcze skombinuj mi jakąś spluwę, bo visa już nie mam. – odpowiedziałem z pełnymi ustami
- Daj palec, wezmą rękę – westchnął Igor, ale bez protestów poszedł szybkim krokiem na górę. Ja dosłownie w biegu doprowadziłem się do stanu, który może zobaczyć poznańskie lotnisko. Gdzieś w międzyczasie wpadł Igor rzucając mi ciuchy. Jeszcze na schodach z drugiego piętra w dół ubierałem spodnie… w jednej ręce wciąż trzymałem buty i czarna koszulkę z napisami. Pędziłem w samych skarpetach, ku drzwiom… Koło nich leżał mój zielony plecak. Poderwałem go z ziemi i natychmiast zarzuciłem na plecy. Brr! zimny!... nie miałem koszulki, więc założenie plecaka nie było miłe. Na ulicy stał już Tomek i trąbił, bym się pośpieszył. Drzwiczki granatowego vento otworzyły się, a ja tygrysim skokiem znalazłem się w wozie.
- I ciebie tak kolano boli? – zaśmiał się Tomek widząc mój sprint.
- Skoczyła mi adrenalina, to nie boli! Jedź, bo się spóźnimy, a ja nie chcę żeby czekała.
- Kto taki czekał? – wóz wyszył
- E….. no dziewczyna taka, Akiko się nazywa – uśmiechnąłem się, dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że nie wiem jak wygląda. Tym zajmę się później… założyłem standardowo koszulkę i jeszcze w tylnym lusterku poprawiłem fryzurkę. Czuję się jak przed randką. Zdenerwowany, jakimś taki spięty, ale w jakimś sensie szczęśliwy.
- Szybciej, szybciej! Nie chcę się spóźnić… - popędzałem.
- Niby jak „szybciej”? nie widzisz ze korek mamy? – spojrzałem za nas: sznur samochodów… przed nami: jeszcze więcej aut.
- Dlaczego korek?
- A no widzisz… jak po ciebie jechałem, to jakiś frajer mi zajechał drogę. Nie chciałem żeby we mnie uderzył, to zjechałem na lewy pas. No i na skrzyżowaniu Dąbrowskiego i Kraszewskiego pocałowało się z pięć samochodów. A ja mogłem do ciebie przyjechać.
- Tomuś… ile samochodów? – niedowierzałem
- Nawet nie wiem, jeden co mi drogę zajechał wylądował na latanii, a reszta tak jakoś pouciekała, że się poobijały.
- I ty to tak spokojnie mówisz?
- A co? Mi się nic nie stało. – wzruszył ramionami – Teraz patrz!
Przed chwilą staliśmy w korku, ten „Blejd, poznański łowca” jakimś cudem wykręcił i objechał korek przez ul Prusa i Sienkiewicza, nie omal ładując się z vento pod koła jakiejś wielkiej ciężarówki. Serce podeszło mi do gardła, kiedy frajer pędził z prędkością 170 km/h po mieście. Zacząłem w myślach spisywać testament. Zapiąłem się w pasy i trzymałem siedzenia przed oczyma wyobraźni miałem obraz mnie i Tomka, wyczołgujących się z rozbitego samochodu.
- Luzik! Danio, ty już nie pamiętasz jak to wracaliśmy z imprezy u Andrzej? – próbował mnie uspokoić
- Czy ja pamiętam?! – parsknąłem śmiechem – Byłeś nawalony jak stodoła, a mimo wszystko wdarłeś się przed kółko! Aaa!!! Uważaj! – przerwałem wspominki, w chwili kiedy wariat wyprzedzał na trzeciego… no, nawet na czwartego…
- Daniel… czy ja się kiedy rozbiłem?
- To pytanie retoryczne? - udałem idiotę.
Na szczęście ul. Bukowska już się kończyła, a Ławica była coraz bliżej. Na parking wjechał nie zważając na nic i na nikogo. Znalazł miejsce niemal pod samym wejściem.
- Człowieku… Żyjemy! – ucieszyłem się i zacząłem jak małe dziecko skakać na siedzeniu.
- A czego się spodziewałeś? Trzy lata bezszkodowej jazdy i zero punktów karnych.
- Ty prawa jazdy nie masz, głupku!
- No właśnie, dlatego nie mam punktów karnych… - odpowiedział całkiem poważnie.
Udałem, że tego nie słyszę i wysiadłem z samochodu. Dało się słyszeć głośne HLUP! Tuż za drzwiami pasażera była głęboka kałuża pozostała po ostatnim deszczu. Zatopiłem się w wodzie po same kostki, czując jak do butów wlewa mi się woda. Zimna, paskudna, zmieszana z błotem Poznańskiego lotniska. To było ohyda. Było ponad dziesięć po siódmej, więc jak piorun pognałem w miejsce gdzie moim zdaniem powinni wyjść pasażerowie z lotu 52. Wbiegłem zdyszany na lotnisko, a tuż za mną wleciał Tomek.
- No i? – zapytał zziajany satanista
- No i co? – nie załapałem o co mu chodzi. Kondycji nie miał za grosz, a ja z moim kolanem też nie wyglądałem na … „zdrowego”. Weszliśmy. Byłem pewien, że wystarczy, znaleźć opętaną demoniczna Azjatkę mówiącą po angielsku i to będzie Akiko. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się że na hali było bardzo dużo punkowców, emo, Chińczyków, Japończyków, wszelkiej maści dziewczyn, a już na pewno wszyscy byli anglojęzyczni. Także nawet ja i mój skretyniały tatuaż na oku wyglądaliśmy normalnie. "Genialny", plan spalił na panewce. Pełen bezradności i zrezygnowania, poszedłem razem z Tomkiem do jakiejś pierwszej z brzegu kawiarenki. Ogromna, zatłoczona przestrzeń, posiadała mały wygospodarowany teren na którym ktoś mądry porozstawiał stoliki. Nieopodal stał niewielki barek. Oparliśmy się o ladę.
- To co robimy? – zapytał bez żadnych zbędnych uczuć Tom
- Nie wiem. – rozejrzałem się po terenie kawiarenki. Nagle przy jednym ze stolików dostrzegłem drobnej postury dziewczynę. Właśnie tak sobie wyobrażałem Akiko. Drobna, delikatna, o ciemnych krótkich włosach. – Stary… zaraz wracam… - powiedziałem cicho i szybkim krokiem podszedłem do prześlicznej dziewczyny. Przypomniałam sobie wszystkie zagraniczne wycieczki i doszedłem do wniosku, że umiem jeden jedyny dialog. W duszy modliłem, się by nic nie pomylić.
- Ohayou – (dzień dobry) uśmiechnąłem się - Koko ni suwatte mo ii desu ka? – (mogę tu usiąść?) nadal robiłem zalotne oczka, szarmancko się uśmiechając
- Hai – (tak) Japonka skinęła głową i wskazała wzrokiem miejsce obok siebie.
- Boku wa Daniel - pod maską uroczego uśmiechu, toczyła się we mnie wojna dbająca o dobór słów. Nigdy nie testowałem mojej Japońszczyzny więc gdyby nie przyzwyczajenia, przez które nigdy nie trzęsły mi się ręce (bo snajperowi ręce trząść się nie mogą) nie mógł bym podnieść szklanki z herbatą, w obawie że się poleję
- Watashi wa Ayako i desu (nazywam się Ayako) Douzo yoroshiku - (miło mi) Piękność jak na razie wyglądała na zadowoloną z mojej obecności.
- Kochira koso douzo yoroshiku – (mi również) w pewnym momencie zachwiał mi się głos. Wstyd się przyznać, ale zwykłe „miło mi” było dla mnie wyzwaniem.
- Ii tenki desu ne – (ładna pogoda, nie?) – japonka chyba zauważała ze się stresuję i sama zadała kolejne… bardzo neutralne pytanie, którego nie mogłem skopać.
- Hai – (tak) powoli nabierałem pewności w tym co mówię - Watashi no shitte iru hito ni yoku nite imasu – (przypominasz mi kogoś, kogo znam)
- Naze da? – (dlaczego?) – spojrzała na mnie tak samo jak ja na nią. A ja od początku gapiłem się na nią jak na Anioła. Zacząłem coś gadać… w pewnej chwili zapomniałem cały japoński jaki znałem… czyli malutko i brakło mi słów. Nie wiedziałem też co do tej małej mówiłem przed chwilą. Dziewczyna jakaś taka czerwona się zrobiła wstała i z wielkim krzykiem
- Mou nidoto aitakunai desu - (nie chcę cię więcej widzieć!)
Potem zobaczyłem tylko jak jej dłoń leci w stronę mojej twarzy… Dalej była ciemność…
- Daniel… Danio… Jogobella! – wołał do mnie znajomy głos, nie wiedziałem do końca kto to… - Kefir, mały głód, panie blondyn!!!
Otworzyłem oczy. Nade mną stał Tomek.
- Ty matriks mnie złapał... z sufitu spadają takie zielone znaczki... – miałem jakieś zwidy Wzrok miałem jak astygmatyk, a dookoła mnie „latały” jakieś zielone mroczki… - A runku! tam są kolesie w ciemnych okularach i płaszczykach!! – wydawało mi się że widzę Trini, Neo i Morfeusza…
- To tylko ja… - tomek złapał mnie za włosy i skierował mój wzrok na siebie.
- Mało się pomyliłem… - westchnąłem ciężko. Podbiegł do nas jakiś dziwny chłopak. Dresiarz jeden! O jak ja Hip-Hopowców nie lubię! Z bejsbolami za mną latają, a potem się dziwią, że z nich zrobiłem dresiarza z farszem ołowianym w sosie własnym…
- Zwlekaj się mały głodzie! Idziemy do domu Akiko nie ma! Koledze już dziękujemy… - podniósł mnie na nogi, bo coś mnie ten cios znokautował… Potem pomachał na "do widzenia"temu chłopakowi. Nigdy więcej nie wkurzę Japonki! To boli… w pewnej chwili ten chłopak zaczął krzyczeć… język podobny do angielskiego, ale miał taki akcent jak Akshay.
- Tomek… co on mówi?
- Mówi, że to on jest Akiko. – wzruszył ramionami
- Chwila, chwila… „on” jest Akiko? Ale Akiko to „ona”! – zdziwiłem się. – To jest nasza Akiko! To po nią przyjechaliśmy! - krzyknąłem
- Nie wiedziałem, że teraz będziesz gustował w chłopakach… To jest on! To będzie jakoś… Akik!
- To nie jest chłopak! – wrzasnąłem – To musi być dziewczyna!
- Jak to jest dziewczyna, to ja jestem primabalerina!
- Tomek… to musi być dziewczyna!
- Cicho bądź mały głodzie! To jest chłopak! – Tomek na chwilę się zawiesił. – Mam pomysł żeby sprawdzić kto to w końcu jest!
- Jaki? – zapytałem zrezygnowany
- Niech się rozbierze! – mimo, że osoba którą uznałem za Akiko nie wyglądała na polskojęzyczną, chyba zrozumiała co on powiedział. Mój satanistyczny przyjaciel właśnie otrzymał pożarnego kopa po klejnotach. Jakby ja coś opętało. Z siłą, jakiej normalna dziewczyna nie posiada złapała jednocześnie i mnie i tomka za ciuchy i siłą postawiła do pionu. Tomusiowi, raczej ciężko się stało, a mi nie pozwalało dobrze stać kolano. Dziewczyna mnie puściła, trochę się zachwiałem… ale stałem nadal. Ściągnęła czapkę, a pod nią były długie kasztanowe włosy.
- Lol... jednak dziewczyna... sorry stary. – Tomek przybrał obronną pozę - Stawiam cole na przeprosiny. Po ustaleniu, że Aki to Akiko z która wczoraj gadałem. Postanowiliśmy jakoś wrócić do domu.
- Daniel... ty prowadzisz... mnie znokautowała - jęczy Tomek
- Ja nogi dobrze nie wyprostuję... ty prowadzisz! - broniłem się
- To kole... koleżanka poprowadzi – uśmiechnął się satanistyczny. Zagadał po angielsku, który nigdy nie był moją dobrą stroną i jakimś cudem Akiko zgodziła się prowadzić. Było to dla mnie szokiem, bo dziewczyna wyglądała na taką co zbyt wielu lat nie ma. Wzięliśmy z Tomkiem jej dwie opasłe torby i zaprowadziliśmy do naszego samochodu. Wrzuciliśmy je do bagażnika i zapakowaliśmy się do Vento. Mała niepewnie usiadła za kierownicą. Westchnęła. Gwałtownie nacisnęła pedał gazu. Samochód ruszył. Jak wariatka wyjechała z lotniska Ławica i zanim się spostrzegłem staliśmy na skrzyżowaniu z Bukowską
Zapytała o coś tomka, ale ja nie zrozumiałem. Nadal nie łapię jej języka. Niby to angielski, ale jakiś taki dziwny. Tomek jej odpowiedział. Już po chwili pędziła ulicami Poznania w stronę starego miasta. Jeszcze tylko ostry zakręt w aleje Niepodległości i już byliśmy na Solnej. Znowu trzymałem się fotela, czując najzwyklejszy w świecie strach! Byłe pewien że w coś uderzymy! Ale nie… dziewczyna stopniowo zwolniła do około dziewięćdziesięciu na godzinę… potem do osiemdziesięciu. Na krzyżującej się z Wroniecką Stawnej, byłem już spokojny. Łagodnie wjechała w moją ulubioną ulicę. Jak wdepnęła gaz! Tuż przed bramą na podwórko! Zamknąłem oczy nie chciałem na to patrzeć! Nie chciałem widzieć tego co miało się zaraz stać. Poczułem uderzenie… Pasy utrzymały mnie w fotel. Bardzo mocne uderzenie w cos metalowego. Otworzyłem oczy. Przed nami stało zielone BMW. Nie byle jakie BMW. To było TO BMW! Jego…. Serce miałem w gardle… teraz dopiero zacząłem się bać.
Teraz to ja nie wiem, czy popełnić samobójstwo, czy czekać aż właściciel mnie zabije...

Niewidzialna
Skomentuj



nev-pirates-story

20:06:34 24/06/2009
Hej! Świetna notka, lecz znalazłam trochę błędów stylistycznych. To opowiadanie jest pisane jako pamiętnik pewnej dziewczyny, dlatego też takie błędy jak "przespałem" "niedowierzałem" nie powinny mieć miejsca w końcu tu powinno być "przespałam" "niedowierzałam". Wiem, że z rozpędu człowiek popełnia takie gafy... ja mam problem z interpunkcją. Wskazuje błędy aby w razie czego jakiś "maniak pisowni" się nie znalazł i nie zaczął wypisywać komentarze od których odechciewa się tworzyć dalszą część historii. Ogólnie bardzo ładnie opisane i do niczego więcej nie mogę się przyczepić. Oby tak dalej. Pozdrawiam.
http://nev-pirates-story.blog4u.pl

Mitsuko Kalibara

20:53:38 22/06/2009
Hejka! Wiem, że lubisz moje opowiadanie o Akatsuki dlatego tez pomyślałam, że może Ciebie zainteresować moje nowe opowiadanie o Piratach z Karaibów. Jeżeli chcesz przeczytać pierwszy rozdział, to zapraszam na http://nev-pirates-story.blog4u.pl/ Pozdrawiam.
brak www

Yuuki

17:33:21 21/06/2009
http://maximum-ryzyka.blog.onet.pl/- pojawiła się pierwsza nocia. Zapraszam, to mój nowy blog :)
brak www

Truskawka

21:52:50 20/06/2009
Twój blog został oceniony - 31.
Zapraszam, Truskawka.
brak www

Yuuki

20:41:59 20/06/2009
dziękuje za komenta. Oczywiście dodaję cie do linków i zapraszam na resztę moich blogów
brak www

Melissa.

19:38:07 20/06/2009
Witam. U mnie nowa notka. ;]
brak www

Saori

16:17:47 19/06/2009
Heh :) Biedak :)Ale i tak jego japoński wymiata:P
Notka świetna :)
A pomysł prowadzenia blogów na 2, to ymm... < myśli > świetny pomysł, po prostu :)
heh :)
brak www

Bies

11:02:50 18/06/2009
Tak więc, zgodnie z życzeniem, powiadamiam o pojawieniu się szóstego rozdziału. ^^
brak www

Nika

19:36:35 17/06/2009
o jejku... wiesz, ja też się boję... a tak szczerze mówiąc notka była świetna :)
brak www

Melissa.

19:21:55 17/06/2009
Dziękuję za komentarz u mnie i dodanie do fav. ^^ Również dodałam. xD
BMW? Och, jak ja kocham te samochody. ^^
brak www